poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 3

 PRZECZYTAŁAŚ? PROSZĘ O JEDEN ZNAK - ZOSTAWIENIE KOMENTARZA :) Z GÓRY DZIĘKUJĘ! :)




 ,,Ale to już przestaje być takie fajne zostawanie samej w domu. Nawet nie pamiętam kiedy wszyscy razem wybraliśmy się na przykład na lody, lub na normalny rodzinny spacer..'' ~ Laura Marano

*Oczami Laury*
Zapadł chłodny wieczór. Już wcześniej wyczuwałam wiatr, który oznaczał, że lepiej ubrać się w coś innego niż bluzka na ramiączkach. Założyłam na siebie biały sweterek, i tak cały czas siedziałam sama na ogródku. Uwielbiam w nim przebywać, najczęściej gdy nikogo nie ma. Ogólnie dookoła całego domu jest błot z kamienia, ma około 2 metry, i ledwo co przez niego widać, zwłaszcza na ogródku. W jednym z kątów jest jak na razie duży, pusty basen, jakiś kawałek potem jest grill, a dalej, w drugiej stronie ogródka jest schowek do rzeczy, jak na przykład leżaki, piłki i inne. Gdy byłam mała, razem ze swoimi starszymi kuzynkami spaliśmy pod namiotem, dzięki temu że jest tu dużo miejsca. Teraz moje kuzynki albo wyszły za mąż, a niektóre wyprowadziły się daleko. Ja jestem ta najmłodsza.
Rozmyślania przerwał mi dzwonek do drzwi. Ruszyłam w stronę tarasu, i zauważyłam że przez główne drzwi wchodzi moja mama. Podeszłam do niej ze zmęczonymi troszkę oczami i uśmiechem jak banan. Kobieta gdy mnie ujrzała, odłożyła zakupy i wtuliłyśmy się w siebie.
- Jak tam pierwszy dzień wakacji? - Spytała, a ja pomogłam jej zanieść wszystkie ciężkie zakupy wprost na blat kuchni.
- Nawet ciekawie. - Westchnęłam, po czym zastanawiając się, dodałam - A gdzie tata? Zauważyłam że często nie wracanie razem do domu - Mama nie spoglądając na mnie, westchnęła i zaczęła chować produkty spożywcze do lodówki.
- Tak jakoś. - Powiedziała, a ja się zdziwiłam.
- Dobrze, nie będę wnikać.. - Powiedziałam smutno. - Mamo, jutro znowu od 6 cię nie będzie?
Matka spojrzała na mnie zdziwiona, po czym przytuliła mnie.
- Dobrze wiesz że tak jak zawsze.
- Ale to już przestaje być takie fajne zostawanie samej w domu. Nawet nie pamiętam kiedy wszyscy razem wybraliśmy się na przykład na lody, lub na normalny rodzinny spacer..
- Wybierzemy się. Obiecuję. - Mama pocałowała mnie w głowę, po czym uśmiechnęłyśmy się do siebie. Pomogłam mamie pochować rzeczy i zakupy, a gdy zorientowałam się że jest godzina 23:30 , poszłam się przebrać w piżamę, i od razu znalazłam się w moim królestwie.
Tak szczerze mówiąc, rozumiem mamę i tatę. Mama ma firmę kosmetyczną, a tata budowlaną, więc cały czas muszą być na nogach od samego ranka. Ale zdziwił mnie fakt, że od jakiegoś dłuższego czasu moi rodzice nie wracają do domu razem jak to od zawsze robili. A gdy zdarzyło się, że byli razem w domu, to nie odzywali się do siebie ani jednym słowem. Mam nadzieję, że to jakieś zachowanie tymczasowe z ich strony, bo przestaje mi się to podobać.
- Mogę wejść? - Usłyszałam czyjś głos zza drzwi, które się lekko uchyliły.
- Zawsze - Powiedziałam, a moja mama usiadła koło mnie. W ręce trzymała fioletową miseczkę z moimi ulubionymi borówkami, posypanymi cukrem,które po chwili mi dała, a ja uśmiechnęłam się promiennie. W sumie zawsze tak reaguje, gdy je widzę.
- Słuchaj. Przemyślałam to. Wiem że jest ci źle, że często nas nie ma w domu, ale to nie nasza wina. Wszystko trzeba pilnować, a najbardziej, gdy ma się firmę. A nawet dwie. Ale - Po ostatnim słowie mama uśmiechnęła się do mnie - Znalazłam wolny termin za dwa tygodnie. Czyli w twoje urodziny, wybierzemy się na lody, a potem do mnie do salonu kosmetycznego.
Usłyszawszy propozycję, odłożyłam miseczkę i przytuliłam się do mamy. Byłam tak bardzo szczęśliwa, że nie umiałabym tego pokazać. Zaraz.. Urodziny? Kompletnie zapomniałam, że za dwa tygodnie mam urodziny! Ale ten czas szybko leci.. To będzie najwspanialsza 17-nastka w moim życiu! I jeszcze dzień przed ma przyjechać Selena.. To się nie dzieje.
- Okej. To wyłącz zaraz laptop, i kładź się spać. - Powiedziała, po czym wychodząc z pokoju uśmiechnęła się do mnie tak samo jak ja. Cieszyłam się tak bardzo, że nie mogłam ujeść moich smacznych borówek. Jestem osobą, która jak je skosztuje, jem każdy po kolei, bo nie chcę by tak szybko znikły mi z miseczki. Gdy już wybiła północ, postanowiłam pójść spać.

*Oczami Rossa, godzina 12:15*
- Miami to naprawdę piękne miasto. Mogłam tu przyjechać wcześniej. To jak? Zakupy też się wliczają w dzisiejszy dzień? - Sarah jak zwykle musiała coś zaproponować, robiąc coś w każdej sekundzie w komórce.
- Chyba śnisz. - Powiedziałem, a ona spojrzała się we mnie zdziwiona, jakby nie oczekiwała takiej odpowiedzi. Przynajmniej spojrzała na coś innego niż na ekran swojej komórki.- Dzisiaj robimy to co ja chcę. Jutro ty decydujesz. - Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Okej. To gdzie pędzimy? - Spytała, i chowając komórkę do kieszeni, spojrzała się zaciekawiona.
- Poznasz Laurę, mówiłem ci o niej.
- Laura? A nie lepiej najpierw pójść.. na plażę? - Powiedziała gdy z daleka ujrzała ową plażę wypełnioną tłumami.
- Chyba ustaliliśmy, że dzisiaj ja mówię gdzie idziemy. A właśnie - Dodałem. - Tylko z czymś nie wyszczel, bo czasami umiesz być naprawdę szczera i niemiła.
- Ja niemiła? Pfff! - Zrobiła zdziwioną minę. - Ja , jestem najmilszą osobą, na calutkim świecie.
- Zobaczymy.

*Oczami Laury*
Siedziałam właśnie wygodnie w salonie, oglądając jakieś głupoty w telewizji, i zajadając chipsy. Drzwi do ogródka miałam otworzone na całość. Uwielbiałam tak robić, najbardziej wtedy, gdy słońce nie dawało spokoju. Miałam na sobie kolorowy zestaw, i włosy spięte w rozczochrany kok.
Tu nuda.. To już widziałam.. To też.. A wszędzie prawie reklamy. Postanowiłam ruszyć do kuchni po coś do jedzenia.. Od 8 rana nic nie jadłam. Szybkim krokiem znalazłam się w wyznaczonym miejscu, i zaczęłam przygotowywać płatki kukurydziane. Czynność przerwał mi dzwonek do drzwi, przez co prawie wylałam mleko. Szybko powędrowałam do drzwi, z których wydobywał się przeklęty dzwonek.
- Noo Hej! - Usłyszałam ciepły i lekki głos, gdy po chwili ujrzałam rozweseloną Dove. Miała na sobie letni zestaw.
- Cześć! Wchodź, zapraszam - Dziewczyna wysłuchała mnie, i po chwili znalazłyśmy się na ogródku. - Czy trafiłaś wczoraj do domu - Spytałam zaciekawiona.
- Jakimś cudem tak. Okazało się, że moja mama i ciocia są jak dwie krople wody. Wszędzie chowają te same rzeczy do tych samych miejsc. - Zaśmiałam się. 
- A właśnie. Jesteś może głodna? Zanim przyszłaś, robiłam sobie płatki. 
- Nie dzięki. - Po słowach blondynki szybko wstałam i powędrowałam uszykować sobie śniadanie.

- Ten dom jest ogroooomny! Na pewno dobrze trafiliśmy? - Zza ogródka wywędrował głos jakiejś dziewczyny. Dove lekko wstała, po czym zobaczyła że przez bramę wchodzi Ross oraz jakaś młodsza dziewczyna.

- Hej Dove - Powiedział Ross, a dziewczyna uśmiechnęła się. - Jest Laura?
- Poszła uszykować sobie coś do jedzenia. - Powiedziała, po czym usiedli.
- A właśnie. Dove, to jest moja kuzynka Sarah.
15 latka szybko podeszła do blondynki, po czym rozpromieniona powiedziała:
- Czy to jest ta oryginalna bluzka, która niedawno weszła do sklepów? Jest piękna!- Powiedziała przyglądając się.
- Ty już o niczym innym rozmawiać nie umiesz - Wypowiedział się chłopak.
- Oj przestań. Miła z niej dziewczyna. - Powiedziała Dove. - I dzięki. Ty też masz całkiem ładną bluzkę. - Dodała.
_______________________________________________
I Kolejny rozdział, nad którym się męczyłam, i zadawałam mnóstwo pytań - co dalej..
Myślę że ciężka praca się opłaciła.
A u mnie remont - hałas, hałas, pomaganie, hałas. Już się nie mogę doczekać gdy mój pokój będzie przemeblowywany i ściany pomalowane na nowo :)
A właśnie. Proszę wam o coś, ale oczywiście nie wymagam :)
PRZECZYTAŁEŚ? - ZOSTAW KOMENTARZ. :)
To bardzo motywuje, serio! :3


~ CrazyMonika




czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 2

,,- No, i to jaki. Jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam'' - Laura Marano

*Oczami Dove*
Biegłam ile sił w nogach za jakimś chłopakiem i dziewczyną, która na mnie wpadła, i podejrzewam że też w tym wszystkim brała udział czarnowłosa dziewczynka. Szybko wybiegliśmy za bramę wejścia na plażę, a potem za drzewa.
- Nie ma go już? - Zapytała brązowowłosa, która razem z blondynem wychyliła się zza bramy.
- Nie, odjeżdżają. - Powiedział, wskazując z oddali tego świra, oraz jego 'grzeczniutkiego' aniołka, którzy wchodzą do ciemno czerwonego auta. Nagle zaczęli się śmiać, po czym dali sobie piątkę za dobrą kryjówkę. Ja patrzyłam się na nich z zdziwieniem.
- Czarnowłosa dziewczynka? - W końcu się odezwałam, a oboje spojrzeli się na mnie.
- Tak. - Odpowiedziała Brązowo oka.
- Płyn od baniek mydlanych czy coś innego?
- Sok - Pokazali na swoich bluzkach, a ja pokazałam im wielką plamę która się wręcz pieniła na mojej sukience.
- A tak w ogóle. Jestem Laura, a to mój przyjaciel Ross. - Dziewczyna podała mi rękę, którą uścisnęłam.
- A mi mówcie Dove. - Uśmiechnęłam się.
- Okej. Miło poznać. - Laura pokazała swoje białe zęby przez uśmiech. - My chyba będziemy zmykać. Trzeba coś zrobić z tą plamą, bo nie zejdzie.
Laura zaczęła układać koc, by go jakimś cudem włożyć do torby, a ja w tym czasie zaczęłam poszukiwać swojej komórki i kluczy do domu. Gdy wyjęłam, zauważyłam dziwny napis na nim - ''Strych''. Czekajcie, co? Przez pomyłkę wzięłam nie ten klucz. Sama do siebie warknęłam.
- Coś się stało? - Spytała Brązowowłosa gdy zobaczyła zaniepokojenie na mojej twarzy.
- Wzięłam nie ten klucz.. - Zrobiłam skwaszoną minę. - A moja ciotka wyszła gdzieś, i nie mam jak dostać się do domu. - Posmutniałam.
- Możesz przyjść do mnie. U mnie goście zawsze mile widziani. - Zaproponowała, a mi pojawił się uśmiech na twarzy.

Przez całą drogę zaczęliśmy pogawędkę o naszych zacnych osobach, by się troszkę poznać. Gdy zbliżaliśmy się do domu Laury, Ross musiał wrócić z jakiejś nieoczekiwanej sprawy do swojego domu, informując że potem wróci.
- Woooow - Mówiłam sama do siebie, wchodząc do ogromnego salonu Laury. Był naprawdę ogromny i luksusowy!
- Tak. Przedstawiam ci mój mały świat! - Machnęła rękoma.
- Mały? - Zaśmiałam się.
- No może, nie aż taki mały - Zaśmiałyśmy się oboje. - Nalać ci czegoś?
- Chętnie. - Powiedziałam, a dziewczyna ruszyła w stronę kuchni, i po chwili wyleciała mi z oczu. Ja jak to zwykle rozglądałam się i wpatrywałam we wszystkie małe szczegóły. Nagle zauważyłam jakieś ramki ze zdjęciami. Coś mnie natchnęło, i ruszyłam w ich stronę. Na jednym zdjęciu była mała Laura. Nie mogłam się obszeć! A na drugim.. Była chyba Laura i Ross. Na zdjęciu mieli około 7/8 lat, jak mi się zdawało.
- Widzę że spodobały ci się zdjęcia - Usłyszałam głos, i gwałtownie się obróciłam zastając tam Laurę uśmiechniętą jak nigdy. - To ja i Ross w 2 klasie. Po jakimś baliku, szczerze nie pamiętam jakim. - Dziewczyna chwyciła zdjęcie.
- Czyli znacie się już jakiś szmat czasu? - Zaciekawiłam się.
- No, i to jaki. Jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam. - Uśmiechnęła się do zdjęcia po czym odłożyła, i podała mi zimną colę z kostkami lodu. - A tak, jesteś nowa w mieście?
- Przyjechałam na całe wakacje do ciotki. Nawet mi się zdaje, że mieszka trzy ulice dalej od ciebie. - Dziewczyna zaczęła się zastanawiać. - Wysoka blondynka, młoda..
- Pani Eva?
- Tak!
- Pani Eva to twoja ciotka? Uwielbiam ją. Kiedyś uczyła w-fu w mojej szkole, ale szkoda że nie moją klasę, ponieważ była naprawdę dobra. Teraz nie wiem dlaczego odeszła.
- Ma własną firmę. - Powiedziałam z zachwytem, siadając na fotel, a brązowowłosa prze de mną.
Nagle rozległ się dźwięk komórki Laury. Dziewczyna szybko sprawdziła, po czym wnioskując że to sms, przeczytała na głos.
,, Dzisiaj wieczorem przyjechać ma moja kuzynka w odwiedziny. Chyba kiedyś Ci o niej wspominałem.  Zobaczymy się jutro. Ross''

Przez dobre 2 godziny rozmawiałam z Laurą o wszystkim i o niczym, przez co niektóre tematy doprowadzały mnie do śmiechu, tak jak brązowowłosą. Okazało się też, że mamy bardzie wiele wspólnego. Obie kochamy muzykę i śpiew. Gdy w końcu wybiła godzina 16:30, postanowiłam wrócić, ponieważ miałam nadzieję że ciotka wróci o tej godzinie, bo jak nie to będę musiała wspinać się przez płot, a potem wybić szybę od okna by dostać się do środka. Wymieniłam się też numerami z Laurą, i umówiłyśmy się na jutro.
Gdy wyszłam od Laury, szłam drogą którą miałam nadzieję że dojdę do domu. Cały czas błądziłam, ale jakoś doszłam do domu, i stanęłam przy furtce.
- Tylko żeby była otwarta.. - Powiedziałam do siebie, i popchnęłam ją, przez co prawie upadłam. Furtka lekko się otworzyła, a ja weszłam z nadzieją że zastam kogoś w domu. Jednak myliłam się. Nikogo nie było. Usiadłam na trawie, i zaczęłam się zastanawiać.
- Wiem! - Powiedziałam, i wstając pobiegłam za dom, gdzie znajdowały się kamienie, a dookoła nich kwiaty. Patrzyłam na każdy z nich. Po chwili podniosłam jeden, i ujrzałam świecący się klucz od domu.
- Oj ciociu ciociu.. Jednak jesteś taka sama jak mama - Uśmiechnęłam się i pobiegłam do domu wchodząc do środka, i biorąc coś do jedzenia.

*Oczami Laury*
Gdy blondynka opuściła mój dom, nie wiedziałam co zrobić. Postanowiłam pójść do mojego królestwa , i zasiadając na moje łóżko, otworzyłam laptopa i włączyłam w telewizji program na którym puszczali najnowsze hity. Weszłam w pocztę, i zobaczyłam nową wiadomość. Szybko odczytałam, i zaczęłam czytać na głos do siebie samej:
Cześć Laura!
Znalazłam wolne parę dni za dwa tygodnie, więc postanowiłam do Ciebie napisać jeśli chodzi o tą sprawę. Miała byś czas by się ze mną spotkać? Nie widziałam Cię dwa miesiące, więc chyba nie zaprzeczysz. Selena. xx :)

Zrobiłam szerokie oczy, po czym uśmiechnęłam się z zachwytu. Selenę poznałam na jej własnym koncercie, dobre pół roku temu. Pewnie się zastanawiacie, jak. Już wam mówię. Po występie wszyscy fani poszli za scenę mając nadzieję o zdjęcie. Ja zostałam na końcu, ale i tak byłam wszystkich zachwycona, tylko dziwiło mnie to, że Selena nie miała ochoty na nic po swoim występie. Gdy wszyscy się rozeszli, ja byłam ostatnia. Wychodząc, zza sceną zobaczyłam uciekającego faceta, który po wyjściu potknął się a z jego rąk wyleciała złota branzoletka z napisem Selena. Facet zemdlał, a ja wykorzystując sytuację chwyciłam zdobycz i pobiegłam szukać gwiazdy. Znalazłam ją w jakimś korytarzu, przez który dostałam się omijając ochroniarzy.
Spotykając Selenę szybko jej to oddałam, a dziewczyna dziwiąc się że nie zachowałam sobie tej branzoletki dla siebie, i oddałam jej, wręcz się wzruszyła. Oczywiście nie musiało zabraknąć ochroniarzy, którzy jak najszybciej znaleźli mnie, a Selena kazała im odejść, ponieważ jestem po prostu jej znajomą w odwiedzinach. Przez to zdarzenie zaprzyjaźniłyśmy się, ale rzadko co ją widziałam, ponieważ rozumiecie. Dużo ma na głowie, i oczywiście ją rozumiem.
Szybko odpisałam Selenie, i nie mogłam opanować radości że w końcu ją spotkam. Wyłączyłam laptopa, i pobiegłam na ogródek, by coś porobić na świeżym powietrzu.
___________________________________________________________
2 Roooooozdziaaaaaaał XD
Trzy dni ten rozdział albo zmieniałam, albo coś poprawiałam.. ale w końcu wszystko jest ok. Taką mam nadzieję, że wam się spodobał. Trudno było mi też wejść na internet, ponieważ ściągam z Origin Sims 2 wszystkie części, i dziwnym trafem od czasu do czasu komputer tnie mi się masakrycznie. Termin ściągania jest do dzisiaj, czyli 31, ale mi nadal się ładuje i ściąga, i miejmy nadzieję że do końca dnia uda się pobrać. :))
Czytasz - Komentujesz - Motywujesz!


poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 1

 ,,Chodź przyznam jedno. Mam dość spory dom, i w takim dużym miejscu być samym staje się czasami nudne. No ale cóż.'' ~ Laura Marano


*Oczami Laury*
O mój drogi panie, dlaczego ciągle mnie to spotyka? - pomyślałam, gdy wielkie promienie słoneczne wpadły mi do pokoju przez okno, prosto na moje niewyspane oczy. Szybko zakryłam oczy poduszką, i zawinęłam się w kokon w mojej kołdrze. Lecz chwilę potem pomyślałam że i tak i tak muszę wstawać. Jakimś cudem wstałam z łóżka rozciągając się. 8:30.. Cała ja. Nie potrafię pospać sobie dłużej, rzadko się zdarza. Podeszłam do okna, i otworzyłam je szeroko, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Kurcze, jaki udar! I tak od samego rana! Szybkim krokiem wydostałam się z mojego królestwa, po czym schodząc po schodach pobiegłam po chłodnych jak co rankiem panelach. Gdy się tam znalazłam, na lodówce jak zwykle znalazłam kartkę.
,, Lauro, wrócimy późno. Praca. Przy mikrofalówce masz kanapki, a koło nich jakieś drobne na dzisiejszy dzień. Miłego pierwszego dnia wakacji kochanie! Mama.''
Moi rodzice za często nie bywają w domu, to fakt, ale za to ufają mi i troszczą się o mnie jak o największy skarp na planecie. Chodź przyznam jedno. Mam dość spory dom, i w takim dużym miejscu być samym staje się czasami nudne. No ale cóż. Szybko chwyciłam talerz z przepysznymi kanapkami, i zasiadając przy stole zaczęłam je jeść, opierając głowę jedną ręką. Taki spokój jest co ranek.. i to w tym najpiękniejsze.
Po zjedzeniu pobiegłam się przebrać. Ubrałam się w pierwszy letni zestaw, po czym bosymi stopami powędrowałam do dość sporego salonu i zaczęłam oglądać telewizję, włączając przy tym laptopa. Po chwili z przyzwyczajenia chwyciłam telefon, i wykręciłam numer.
- Czego? - Usłyszałam głos mojego przyjaciela. Pewnie jeszcze spał.
- Może milej - zaśmiałam się. - Może wpadniesz? jestem dzisiaj sama w domu. Znowu. - Ostatnie słowa powiedziałam dość smutniej.
- Jasne, ale może potem, jest dopiero 9.. - Wymruczał.
- Nie przesadzaj. - Znowu się zaśmiałam, po czym się rozłączyłam, i dalej zaczęłam oglądać telewizję, gdzie właśnie leciały poranne wiadomości.

*Oczami Dove*
- Dziewczyno wstawaj! - Usłyszałam głos mojej matki. Lekko otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę drzwi które znajdowały się na przeciwko mnie, po czym podniosłam znacząco brwi.
- Chwila chwila. Daj mi sekundę, minutę.. godzinę.. - Powoli znowu zaczęłam usypiać.
- Razem z tatą nie będziemy na ciebie czekać. - Powiedziała, po czym wyszła z pokoju. Ja tylko wzdychnęłam, i wstając podeszłam do garderoby gdzie szybko przebrałam się w letnią sukienkę. 
Gdy znalazłam się w kuchni, na stole były przygotowane grzanki i sok jabłkowy. Jakoś wolno zaczęłam je jeść, pewnie ze zmęczenia. Oczy zamykały mi się co chwilę.
Gdy jakimś cudem talerz został całkowicie pusty, znalazłam się w samochodzie, a koło mnie znajdowała się dość spora pomarańczowa walizka. Właśnie jadę w kierunki Miami, do swojej ciotki na wakacje. Chwyciłam komórkę i podłączając słuchawki, włączyłam ulubione piosenki.

Nagle obudziłam się. Musiałam podczas drogi zasnąć. Otworzyłam szeroko oczy, i zauważyłam że stoimy.
- Gdzie jesteśmy? - Zapytałam.
- Lada moment będziemy na miejscu, jeszcze jeden zakręt, i jesteśmy w Miami. - Powiedziała, a ja się lekko ucieszyłam. Kocham Miami, to jest najpiękniejsze miasto, w którym kiedykolwiek byłam. Zawsze tu przyjeżdżałam w wieku 8 lat, a potem w różnych przyczyn nie miałam czasu tu wracać.
 Gdy się zorientowałam, przejeżdżaliśmy już Miami. Za szybą z daleka widziałam plażę, wypełnioną tłumami, a po drugiej stronie wielkie miasto.
 - Jesteśmy. - Powiedział tata, zatrzymując się przy dość sporym domu. Był cały biały, i jak mi się wydawało, był dwupiętrowy. Wszyscy wychodząc z parnego auta, ruszyliśmy w stronę furtki, a potem przez ogródek, znaleźliśmy się na tarasie. Tam dostrzegłam ciocię która siedziała na leżaku popijając lemoniadę. Gdy nas dostrzegła, szybko wstała, i podchodząc do nas witała się szczególnie z moją mamą, ponieważ to siostry, które od bardzo dawna się nie widziały.
- Ale żeś się tu urządziła! - Powiedziała.
- Lata ciężkiej pracy. - Powiedziała wykończona, po czym podeszła do mnie. - Dove! Jak ty wyrosłaś! - Powiedziała po czym się przytuliłyśmy.
- Ciociu, świetny styl - Powiedziałam uśmiechając się. Ciocia miała na sobie świetny zestaw, ale przy niej to norma ponieważ ma dopiero 26 lat.
- Chodźcie wszyscy do środka, pewnie macie ochotę na coś zimnego. - Powiedziała mile, po czym wprowadziła nas do ogromnego domu.W salonie podała nam sok pomarańczowy z kostkami lodu. Tego mi trzeba było!
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że u mnie zostaniesz Dove - Ciocia zaczęła rozmowę.
- Ja też się bardzo cieszę. Nie mogłam się doczekać by tu przyjechać. - Powiedziałam popijając łyk za łykiem sok.
- Tak bardzo że ci się z łóżka nie chciało wstać. - Zaśmiała się mama. haha. bardzo śmieszne.


*Dwie godziny później*
Moi rodzice już jakiś czas temu wyjechali do domu, a ja, gdy ogarnęłam gdzie znajduje się mój pokój, rozpakowałam się i od razu chciałam pójść na plażę. Pod ubranie założyłam strój, a do torebki spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy.
- Ciociu, idziesz ze mną? - Spytałam, wchodząc do kuchni po jabłko. 
- Wybierzemy się razem jutro na plażę. teraz muszę popłacić rachunki. - Powiedziała uśmiechnięta, po czym podała mi zapasowy klucz do domu, od tak, gdyby gdzieś wyszła. 
- To na razie! - Krzyknęłam i wyszłam z domu. Po chwili znalazłam się na głównej drodze, która kierowała od razu na plażę. Ludzi był tłum. Niektórzy chodzili do budek z jedzeniem, nawet były kolejki do sklepików z pamiątkami. Wszędzie też latały rozbawione dzieci, które albo kopały piłkę, lub dmuchały bańki mydlane. 
Powoli zaczęłam się zbliżać. Zdjęłam buty, i poczułam gorący piasek na moich stopach. Po kilku krokach dostrzegłam tłum, co oznaczało że jestem już na plaży. Postanowiłam poszukać miejsca. Znalazłam je blisko drzewa, które znajdowało się na środku. Rozkładając koc, wyjęłam krem do opalania i jakieś czasopisma które ze sobą zabrałam. 
Rozglądałam się dookoła mnie. Woda była przezroczysta, a dalej od brzegu znajdowały się pomosty. Nigdy nie widziałam piękniejszej plaży. Nie umiałabym opisać mojej radości, która teraz we mnie jest. W którymś momencie postanowiłam pójść coś zjeść. Wstając wyjęłam pieniądze i ruszyłam do budki jakiś kawałek od miejsca gdzie rozłożyłam ręcznik.
Szłam i szłam wgapiając się w gorący piasek.  Gdy byłam blisko, zauważyłam że akurat było mało osób w kolejce. Nagle poczułam że upadam, i ktoś na mnie wleciał.
- EJ! - Wrzasnęłam, i zaczęłam poprawiać sukienkę całą od piasku. Lecz po chwili zauważyłam że na środku sukienki mam rozlany jakiś płyn. Jak podejrzewałam, płyn od baniek mydlanych. Przed sobą zobaczyłam jakąś małą czarnowłosą dziewczynkę, która trzymała puste bańki, i patrzyła na mnie złowieszczo. 
- Co się tak patrzysz? widzisz co zrobiłaś? - Powiedziałam wkurzona, i wstając zaczęłam rozglądać się za moją portmonetką, która gdzieś się zapodziała po moim małym upadku.
- Tego szukasz? - Powiedziała 7 latka, która zza pleców wyjęła moją zgubycz.
- Oddaj - Powiedziałam biorąc rękę do niej, ale ona szybko ją schowała za plecami. - Dziewczynko, chyba nie chcemy problemów? - Spytałam i próbowałam wyrwać portmonetkę z jej rąk. Dziewczyna jak widać ma siłę. W którymś momencie jakimś cudem odzyskałam pieniądze, lecz dziewczynce zaczęła smutnieć twarz, i zaczęła szlochać.
- Nie nie nie nie nie - Mówiłam do siebie - Nie płacz! - Ona mnie nie słuchała, tylko zaczynała mocniej płakać. Rozglądałam się i nie wiedziałam co zrobić. Nagle podszedł do niej jakiś facet, który spojrzał się na mnie z miną jakby chciał mnie zamordować.
- Co jej zrobiłaś? - Spytał wściekły.
- J-ja? Nic! na prawdę nic! Ona wylała na mnie płyn od baniek mydlanych a potem chciała ukraść mi pieniądze! - Wiem, że to nie brzmiało wiarygodnie, ale jakoś musiałam się usprawiedliwić.
- Moja córka nigdy by nie zrobiła takiego czegoś, i nie ukradła by nic. - Nie wierzył mi , i zaczął się do mnie zbliżać wściekły. Ja zaczęłam się oddalać, po czym.. zaczęła się gonitwa. Biegłam ile sił w nogach, po czym zaczął mi znikać z oczu. Gdy podejrzewałam że nie ma go za mną, Szłam wolniej, i pobiegłam do mojego ręcznika chowając się za drzewem. No tego się nie spodziewałam.

*Oczami Laury*
Postanowiłam wybrać się na plażę. Gdy spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy, czyli koc, krem do opalania, jakieś przekąski, szczotkę, inne, wyszłam z domu zakluczając drzwi za sobą. Zakładając torbę na ramię wskoczyłam na rower i ruszyłam.
Gdy byłam na miejscu, Szukałam miejsca, gdzie byłam umówiona z moim przyjacielem Rossem. Rozglądałam się wszędzie, a gdy zbliżyłam się do wejścia, zobaczyłam, że chłopak siedzi na piasku i coś robi w komórce.
- Hej hej - Powiedziałam i stanęłam przed nim. 
- Ile można czekać? - Spytał z uśmiechem na twarzy, po czym wstał, i na początek poszliśmy kupić coś zimnego. Zauważyłam, że jakaś mała czarnowłosa dziewczynka kręci się wokół nas, z zimnym sokiem w rękach. Próbowałam się tym nie przejmować, ale ta dziewczynka w końcu podbiegła do mnie i prysnęła mi tym sokiem prosto w moje ubranie.
- No nie! to moja nowa bluzka! Co ci mała szczeliło do głowy?! - Wydarłam się na cały głos.
- Okej, uspokój się, ona pewnie nie chciała - Powiedział, a ona zrobiła to samo co mi, i prysła mu sokiem na jego bluzkę. - Mała, przegiełaś! - Wrzasnął.
Dziewczynka usiadła na piasku po czym zaczęła płakać, lejąc przy tym tony łez.
- Nie płacz, ciiii ciiii - Próbowałam jakoś ją uspokoić, ale na marne. 
- Co wyście jej zrobili?! - Krzyknął jakiś facet, który wkurzony i wściekły zaczął biec za nami/
- Uciekamy! - Ross mi rozkazał po czym pobiegliśmy w stronę tłumu koło brzegu by zgubić tego szaleńca. Nie pomogło, ponieważ wpadłam na kogoś, a piasek ulepił mi się na całej bluzce.
- NO LUDZIE! - Blondynka na którą wpadłam,  wpadła na brzeg wody. 
- P-przepraszam! - Wrzasnęłam zakrywając twarz rękami.
- To ty! - Krzyknął facet, pokazując na blondynkę.
- To nie ja! znaczy się to ja, ale nie wiem w jakim sensie! - Stanęła przestraszona.
- Okej , uciekamy - Powiedział Ross i pobiegliśmy przed siebie, a blondynka biegła za nami.

_______________________________________________
Ok, jest pierwszy rozdział. Dlaczego bez prologu? Bo nie umiem ich pisać XD
Pierwszy raz piszę bloga.. sama. Na początku bałam się, że to nie wypali, i wgl, ale miejmy nadzieję że znajdę czytelników którzy zainteresują się tym blogiem. :> I Fabułą xD Nad tym rozmyślałam chyba całą noc (chodź to wina tego, że jest duszno i spać się nie da) i w końcu postanowiłam założyć bloga, którego będę prowadziła sama.
Prowadzę też bloga z Izą , na którego również zapraszam - http://raurarealstory.blogspot.com/  :3

~ Crazy Monika