poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 1

 ,,Chodź przyznam jedno. Mam dość spory dom, i w takim dużym miejscu być samym staje się czasami nudne. No ale cóż.'' ~ Laura Marano


*Oczami Laury*
O mój drogi panie, dlaczego ciągle mnie to spotyka? - pomyślałam, gdy wielkie promienie słoneczne wpadły mi do pokoju przez okno, prosto na moje niewyspane oczy. Szybko zakryłam oczy poduszką, i zawinęłam się w kokon w mojej kołdrze. Lecz chwilę potem pomyślałam że i tak i tak muszę wstawać. Jakimś cudem wstałam z łóżka rozciągając się. 8:30.. Cała ja. Nie potrafię pospać sobie dłużej, rzadko się zdarza. Podeszłam do okna, i otworzyłam je szeroko, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Kurcze, jaki udar! I tak od samego rana! Szybkim krokiem wydostałam się z mojego królestwa, po czym schodząc po schodach pobiegłam po chłodnych jak co rankiem panelach. Gdy się tam znalazłam, na lodówce jak zwykle znalazłam kartkę.
,, Lauro, wrócimy późno. Praca. Przy mikrofalówce masz kanapki, a koło nich jakieś drobne na dzisiejszy dzień. Miłego pierwszego dnia wakacji kochanie! Mama.''
Moi rodzice za często nie bywają w domu, to fakt, ale za to ufają mi i troszczą się o mnie jak o największy skarp na planecie. Chodź przyznam jedno. Mam dość spory dom, i w takim dużym miejscu być samym staje się czasami nudne. No ale cóż. Szybko chwyciłam talerz z przepysznymi kanapkami, i zasiadając przy stole zaczęłam je jeść, opierając głowę jedną ręką. Taki spokój jest co ranek.. i to w tym najpiękniejsze.
Po zjedzeniu pobiegłam się przebrać. Ubrałam się w pierwszy letni zestaw, po czym bosymi stopami powędrowałam do dość sporego salonu i zaczęłam oglądać telewizję, włączając przy tym laptopa. Po chwili z przyzwyczajenia chwyciłam telefon, i wykręciłam numer.
- Czego? - Usłyszałam głos mojego przyjaciela. Pewnie jeszcze spał.
- Może milej - zaśmiałam się. - Może wpadniesz? jestem dzisiaj sama w domu. Znowu. - Ostatnie słowa powiedziałam dość smutniej.
- Jasne, ale może potem, jest dopiero 9.. - Wymruczał.
- Nie przesadzaj. - Znowu się zaśmiałam, po czym się rozłączyłam, i dalej zaczęłam oglądać telewizję, gdzie właśnie leciały poranne wiadomości.

*Oczami Dove*
- Dziewczyno wstawaj! - Usłyszałam głos mojej matki. Lekko otworzyłam oczy i spojrzałam w stronę drzwi które znajdowały się na przeciwko mnie, po czym podniosłam znacząco brwi.
- Chwila chwila. Daj mi sekundę, minutę.. godzinę.. - Powoli znowu zaczęłam usypiać.
- Razem z tatą nie będziemy na ciebie czekać. - Powiedziała, po czym wyszła z pokoju. Ja tylko wzdychnęłam, i wstając podeszłam do garderoby gdzie szybko przebrałam się w letnią sukienkę. 
Gdy znalazłam się w kuchni, na stole były przygotowane grzanki i sok jabłkowy. Jakoś wolno zaczęłam je jeść, pewnie ze zmęczenia. Oczy zamykały mi się co chwilę.
Gdy jakimś cudem talerz został całkowicie pusty, znalazłam się w samochodzie, a koło mnie znajdowała się dość spora pomarańczowa walizka. Właśnie jadę w kierunki Miami, do swojej ciotki na wakacje. Chwyciłam komórkę i podłączając słuchawki, włączyłam ulubione piosenki.

Nagle obudziłam się. Musiałam podczas drogi zasnąć. Otworzyłam szeroko oczy, i zauważyłam że stoimy.
- Gdzie jesteśmy? - Zapytałam.
- Lada moment będziemy na miejscu, jeszcze jeden zakręt, i jesteśmy w Miami. - Powiedziała, a ja się lekko ucieszyłam. Kocham Miami, to jest najpiękniejsze miasto, w którym kiedykolwiek byłam. Zawsze tu przyjeżdżałam w wieku 8 lat, a potem w różnych przyczyn nie miałam czasu tu wracać.
 Gdy się zorientowałam, przejeżdżaliśmy już Miami. Za szybą z daleka widziałam plażę, wypełnioną tłumami, a po drugiej stronie wielkie miasto.
 - Jesteśmy. - Powiedział tata, zatrzymując się przy dość sporym domu. Był cały biały, i jak mi się wydawało, był dwupiętrowy. Wszyscy wychodząc z parnego auta, ruszyliśmy w stronę furtki, a potem przez ogródek, znaleźliśmy się na tarasie. Tam dostrzegłam ciocię która siedziała na leżaku popijając lemoniadę. Gdy nas dostrzegła, szybko wstała, i podchodząc do nas witała się szczególnie z moją mamą, ponieważ to siostry, które od bardzo dawna się nie widziały.
- Ale żeś się tu urządziła! - Powiedziała.
- Lata ciężkiej pracy. - Powiedziała wykończona, po czym podeszła do mnie. - Dove! Jak ty wyrosłaś! - Powiedziała po czym się przytuliłyśmy.
- Ciociu, świetny styl - Powiedziałam uśmiechając się. Ciocia miała na sobie świetny zestaw, ale przy niej to norma ponieważ ma dopiero 26 lat.
- Chodźcie wszyscy do środka, pewnie macie ochotę na coś zimnego. - Powiedziała mile, po czym wprowadziła nas do ogromnego domu.W salonie podała nam sok pomarańczowy z kostkami lodu. Tego mi trzeba było!
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że u mnie zostaniesz Dove - Ciocia zaczęła rozmowę.
- Ja też się bardzo cieszę. Nie mogłam się doczekać by tu przyjechać. - Powiedziałam popijając łyk za łykiem sok.
- Tak bardzo że ci się z łóżka nie chciało wstać. - Zaśmiała się mama. haha. bardzo śmieszne.


*Dwie godziny później*
Moi rodzice już jakiś czas temu wyjechali do domu, a ja, gdy ogarnęłam gdzie znajduje się mój pokój, rozpakowałam się i od razu chciałam pójść na plażę. Pod ubranie założyłam strój, a do torebki spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy.
- Ciociu, idziesz ze mną? - Spytałam, wchodząc do kuchni po jabłko. 
- Wybierzemy się razem jutro na plażę. teraz muszę popłacić rachunki. - Powiedziała uśmiechnięta, po czym podała mi zapasowy klucz do domu, od tak, gdyby gdzieś wyszła. 
- To na razie! - Krzyknęłam i wyszłam z domu. Po chwili znalazłam się na głównej drodze, która kierowała od razu na plażę. Ludzi był tłum. Niektórzy chodzili do budek z jedzeniem, nawet były kolejki do sklepików z pamiątkami. Wszędzie też latały rozbawione dzieci, które albo kopały piłkę, lub dmuchały bańki mydlane. 
Powoli zaczęłam się zbliżać. Zdjęłam buty, i poczułam gorący piasek na moich stopach. Po kilku krokach dostrzegłam tłum, co oznaczało że jestem już na plaży. Postanowiłam poszukać miejsca. Znalazłam je blisko drzewa, które znajdowało się na środku. Rozkładając koc, wyjęłam krem do opalania i jakieś czasopisma które ze sobą zabrałam. 
Rozglądałam się dookoła mnie. Woda była przezroczysta, a dalej od brzegu znajdowały się pomosty. Nigdy nie widziałam piękniejszej plaży. Nie umiałabym opisać mojej radości, która teraz we mnie jest. W którymś momencie postanowiłam pójść coś zjeść. Wstając wyjęłam pieniądze i ruszyłam do budki jakiś kawałek od miejsca gdzie rozłożyłam ręcznik.
Szłam i szłam wgapiając się w gorący piasek.  Gdy byłam blisko, zauważyłam że akurat było mało osób w kolejce. Nagle poczułam że upadam, i ktoś na mnie wleciał.
- EJ! - Wrzasnęłam, i zaczęłam poprawiać sukienkę całą od piasku. Lecz po chwili zauważyłam że na środku sukienki mam rozlany jakiś płyn. Jak podejrzewałam, płyn od baniek mydlanych. Przed sobą zobaczyłam jakąś małą czarnowłosą dziewczynkę, która trzymała puste bańki, i patrzyła na mnie złowieszczo. 
- Co się tak patrzysz? widzisz co zrobiłaś? - Powiedziałam wkurzona, i wstając zaczęłam rozglądać się za moją portmonetką, która gdzieś się zapodziała po moim małym upadku.
- Tego szukasz? - Powiedziała 7 latka, która zza pleców wyjęła moją zgubycz.
- Oddaj - Powiedziałam biorąc rękę do niej, ale ona szybko ją schowała za plecami. - Dziewczynko, chyba nie chcemy problemów? - Spytałam i próbowałam wyrwać portmonetkę z jej rąk. Dziewczyna jak widać ma siłę. W którymś momencie jakimś cudem odzyskałam pieniądze, lecz dziewczynce zaczęła smutnieć twarz, i zaczęła szlochać.
- Nie nie nie nie nie - Mówiłam do siebie - Nie płacz! - Ona mnie nie słuchała, tylko zaczynała mocniej płakać. Rozglądałam się i nie wiedziałam co zrobić. Nagle podszedł do niej jakiś facet, który spojrzał się na mnie z miną jakby chciał mnie zamordować.
- Co jej zrobiłaś? - Spytał wściekły.
- J-ja? Nic! na prawdę nic! Ona wylała na mnie płyn od baniek mydlanych a potem chciała ukraść mi pieniądze! - Wiem, że to nie brzmiało wiarygodnie, ale jakoś musiałam się usprawiedliwić.
- Moja córka nigdy by nie zrobiła takiego czegoś, i nie ukradła by nic. - Nie wierzył mi , i zaczął się do mnie zbliżać wściekły. Ja zaczęłam się oddalać, po czym.. zaczęła się gonitwa. Biegłam ile sił w nogach, po czym zaczął mi znikać z oczu. Gdy podejrzewałam że nie ma go za mną, Szłam wolniej, i pobiegłam do mojego ręcznika chowając się za drzewem. No tego się nie spodziewałam.

*Oczami Laury*
Postanowiłam wybrać się na plażę. Gdy spakowałam wszystkie niezbędne rzeczy, czyli koc, krem do opalania, jakieś przekąski, szczotkę, inne, wyszłam z domu zakluczając drzwi za sobą. Zakładając torbę na ramię wskoczyłam na rower i ruszyłam.
Gdy byłam na miejscu, Szukałam miejsca, gdzie byłam umówiona z moim przyjacielem Rossem. Rozglądałam się wszędzie, a gdy zbliżyłam się do wejścia, zobaczyłam, że chłopak siedzi na piasku i coś robi w komórce.
- Hej hej - Powiedziałam i stanęłam przed nim. 
- Ile można czekać? - Spytał z uśmiechem na twarzy, po czym wstał, i na początek poszliśmy kupić coś zimnego. Zauważyłam, że jakaś mała czarnowłosa dziewczynka kręci się wokół nas, z zimnym sokiem w rękach. Próbowałam się tym nie przejmować, ale ta dziewczynka w końcu podbiegła do mnie i prysnęła mi tym sokiem prosto w moje ubranie.
- No nie! to moja nowa bluzka! Co ci mała szczeliło do głowy?! - Wydarłam się na cały głos.
- Okej, uspokój się, ona pewnie nie chciała - Powiedział, a ona zrobiła to samo co mi, i prysła mu sokiem na jego bluzkę. - Mała, przegiełaś! - Wrzasnął.
Dziewczynka usiadła na piasku po czym zaczęła płakać, lejąc przy tym tony łez.
- Nie płacz, ciiii ciiii - Próbowałam jakoś ją uspokoić, ale na marne. 
- Co wyście jej zrobili?! - Krzyknął jakiś facet, który wkurzony i wściekły zaczął biec za nami/
- Uciekamy! - Ross mi rozkazał po czym pobiegliśmy w stronę tłumu koło brzegu by zgubić tego szaleńca. Nie pomogło, ponieważ wpadłam na kogoś, a piasek ulepił mi się na całej bluzce.
- NO LUDZIE! - Blondynka na którą wpadłam,  wpadła na brzeg wody. 
- P-przepraszam! - Wrzasnęłam zakrywając twarz rękami.
- To ty! - Krzyknął facet, pokazując na blondynkę.
- To nie ja! znaczy się to ja, ale nie wiem w jakim sensie! - Stanęła przestraszona.
- Okej , uciekamy - Powiedział Ross i pobiegliśmy przed siebie, a blondynka biegła za nami.

_______________________________________________
Ok, jest pierwszy rozdział. Dlaczego bez prologu? Bo nie umiem ich pisać XD
Pierwszy raz piszę bloga.. sama. Na początku bałam się, że to nie wypali, i wgl, ale miejmy nadzieję że znajdę czytelników którzy zainteresują się tym blogiem. :> I Fabułą xD Nad tym rozmyślałam chyba całą noc (chodź to wina tego, że jest duszno i spać się nie da) i w końcu postanowiłam założyć bloga, którego będę prowadziła sama.
Prowadzę też bloga z Izą , na którego również zapraszam - http://raurarealstory.blogspot.com/  :3

~ Crazy Monika





3 komentarze:

  1. Ja też prologów nie umiem pisać :(
    Ale pisze, bo inaczej nie zaczne z blogiem xD
    Rozdział ciekawy i nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
    Jeśli będziesz miała ochotę zapraszam na mojego nowego bloga:
    http://lifeofraura.blogspot.com/
    Jest dopiero na nim prolog xD
    No to tylko teraz czekać na nexta ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, a ta dziewczynka i jej ojciec, hahaha jakoś nierówno pod sufitami chyba mają hahaha XD
    Czekam na następny Monik ;3 ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudo <33
    Piszesz naprawdę świetnie ♡ Będę czytać ♥♥
    Czekam na next ^_^

    OdpowiedzUsuń